wtorkowy nastrój

Wtorek…Obudziłam się o 6 rano- ZDROWA:);):):)

wyszłam na werandę a tam już czekały na mnie…, jeden wygląda jak sphinx a drugi dla mnie to lód z maszyny 🙂

Ten po lewej to Trishula i ma 7120 mnp a ten sphinx zaraz obok niej to Nanda Devi 7820 mnpm. Wyglądają fascynująco. Kawa, toast i papieros i ten niesamowity widok na ośnieżone wierzchołki gór…jak lepiej można rozpocząć dzień?

W pracy byłam tak zajęta, że nie zauważyłam atrakcji dnia….wycinanie drzew. Wszystko przez to, że ostatnie deszcze poniszczyły wiele drzew i niebezpiecznie było je zostawić. Załapałam się na ostatnią wycinkę….wyglądało to tak…..drzewo…..30m wysokości…mały “drwal” z małą siekierą przez pół godziny puk buam, ciach i ciach….a z drugiej strony dziesięciu chłopów za sznur trzymają drzewo, żeby je pchnąć do siebie gdy będzie spadało….więc wybiegłam i trach krzyczę do chłopaków…hej….zdjęcie zdjęcie….a te piękne hinduskie męskie ciała zamiast skupić się na swoim zadaniu zaczęli szczerzyć piękne białe zęby do aparatu….ahhhhh 😉

Wieści z gazet- w całym Uttarakhand zginęlo w ostatni weekend 250 osób, jednak jak to się pewien szanowany doktor śmiał się do mnie mówiąc…aaaa dla takiej Polski to żałoba narodowa by trwała trzy tygodnie, ale dla Indii to jedynie strata 100 osób, bo w tym samym czasie tyle niemowalków się rodzi….Właściwie wczoraj idąc w strone Ashramy widziałam pourywane drogi, a i moja droga do pracy zmieniła lekko swoją geografię i trzeba sobie pobrudzić ręce żeby ją pokonać.

Do mojej “pustelni” szłam dziś z Lakshitą, młodą dentystką, z którą prowadziłam niezmiernie ciekawy dialog nt…religii, więc cytując ją napiszę: Ja, tak wierzę, ale nie muszę należeć do żadnej korporacji religijnej!

Hmmm, no bo czy właśnie religie jako instytucje nie zostały wymyślone po to, aby utrzymać porządek i wprowadzić jakąś tam większą lub mniejszą hierarchię?!

Wieczór spędziłam na moim ulubionym fotelu na ulubionej werandzie, czytając….Revealing the Personality….oh rany, wciąż tyle książek do przeczytania. a póżniej…….ognisko, rum, gitara, gwiazdy, pełnia, spalone polskie dowcipy, i najlepsze indiańskie jedzenie i jeszcze raz rum!! Nawet mała Vednie pokręciła się troszkę wokół ogniska. Matka Sushila też dołączyła do nas, i tak 70 letnia kobieta, która zawsze stroi się w nienaganne sarie zapytała mi się: Monika, czy Ty sama przyjechałaś do Indii? Na co ja: oczywiście, że sama. – You are so crazy person! i mnie przytuliła z całych sił:)

Wielkie dobranoc przy wyciu psów/ wilków i innych leśnych stworzeń do pełnej tarczy księżyca !

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

Blog na WordPress.com.

%d blogerów lubi to: