smak życia lokalnego

23/24-09-2010

Kumati to jest bardzo magiczne miejsce u podnóża Satoli. Wczoraj przed lunchem poszłam tam na spacer z Aanandem z Aarohi. Oprócz magicznej zieleni, biegających małp i szumu strumyków mogłam w końcu doświadczyć prawdziwe oblicze lokalnej ludności.

Otóż tradycyjne domy budowano w układzie liniowym. Na kolejnych stopniach pól kolejne linie. Te budynki, które ja oglądałam miały 24 mieszkań w jednej linii, szerokości może jakieś 7 m. Jedna jednostka na długość ok 6m. Do izb mieszkalnych prowadzą schody na piętro, pięknie rzeźbiona framuga drzwi i oczywiście intensywnie malowane drewno. Na piętrze znajduje się przedsionek z wielką półką i miedzianym naczyniem na wodę, dalej izba sypialna i za kalenicą “kuchnia” z ołtarzykiem w narożniku. Miejsce sypialne jest często dwupoziomowe, za to strefa kuchenna z otwartym paleniskiem na środku podłogi. Do tego wyjście robocze na tyły budynku i belka drewniana prowadząca na dach. To wszystko składa się na część mieszkalną. Budynek wykonany jest z gliny i kamienia. Pod izbami mieszkalnymi znajduje się pomieszczenie dla zwierząt, czesto bardzo wychudzonych krów etc. Najbardziej spodobał mi się tradycyjny sposób doświetlania wnętrza, ponieważ z oczywistych względów tylna część domu nie posiada okien, zatem w skalnych kaflach, którymi wyłożony jest dach znajdują się zazwyczaj dwa na jedną jednostkę, kafle z wykrojonym okręgiem, pod nim najduje się drugi kafel, gdy potrzebujemy światła w wnętrzach wtedy wystarczy przesunąc spodnią płyte a przez wierzchnią z otworem dostaje się światło dzienne.

We wiosce byly same kobiety i to wszystkie spracowane, albo przesiewały zboże, kosiły trawę, karmiły zwierzęta. I co najpiękniejsze, każda z nich była ubrana kolorowo.

Mężczyźni wyjeżdżają do miasta z rana do pracy biurowej lub całkowicie wyjeżdżają do Delhi żeby zarobić na rodzinę czekającą na wsi….jakieś to było dziwne widzieć wioskę pełną rozgadanych kolorowych kobiet, a każda z nich wystrojona lepiej od drugiej….

Słońce świeciło a my spacerowaliśmy po polach, oglądaliśmy ludzi pracujących i wciąż te małpy……całymi rodzinami wygupiały się wokół nas. Aanand probował mi wytlumaczyć niedopojęcia dla mnie zjawisko “parowania” młodych ludzi. Sam przyznał się szczerze, że on kocha swoją dziewczynę i jak tylko uzbiera wystarczającą ilość pieniędzy to pójdzie oznajmić rodzicom, że chcę ją za żonę a nie inną. Powiedział to do mnie z taką sił i taką szczerością, że nie mam wątpliwości, że tak zrobi chociaż jego rodzice na pewno będą temu przeciwni.

Im bardziej zagłębiam się w tę kulturę jestem bardziej zdumiona…ludzie tutaj mają zapewnione podstawowe elementy: mają domy, mają wodę, mają jedzenie, mają samochody, motocykle, telewizory, internet, wszędzie jest prąd. Nawet te chaty, które oglądaliśmy były już wyposażone w elementy “cywilizacji”. Problem w okolicy polega bardziej na tym, że ludzie są nieedukowani i wciąż żyją w duchu jaki przekazywany był z prababci etc. Dam Wam przykład….pierwszy film jaki pokazała mi pewna bardzo zaaferowana lekarka tutaj dotyczył…okresu. Zatem kobiety do dziś w pobliskich wioskach wierzą, że okres jest czymś co je wyklucza ze społeczeństwa, dlatego na te kilka dni kobieta musi iść mieszkać ze zwierzętami, nie może się myć i najlepiej żeby nikomu się nie pokazywała…..dla mnie to jest nie do pojęcia jak można całe życie tkwić w tym przekonaniu!! Ta lekarka prowadzi akcję edukowania kobiet, w dosłownym słowa znaczeniu bierze zapas podpasek i chodzi od domu do domu….To ja po raz setny w swoim życiu dziękuję, że urodziłam się w takiej kulturze w jakiej się urodziłam

Hm….w drodze powrotnej zahaczyliśmy o dwie szkoły pierwszoklasitów, gdzie dla dzieciaków byłam atrakcją na skalę chińską:).

Potrzebowałam tej wycieczki, jakoś za dużo ludzi w biurze i jakoś nie mogę znaleźc dobrego miejsca do pracy. No a pogoda zrobiła się rewelacyjna…powróciło słońce i wrześniowy upał.

Wieczorem Lakshita / dentystka/ dała mi pierwszej lekcji gotowania…aaloo parantha ( jest to jak ciapati z farszem ziemniczanym) i raita( coś jak siadle mleko z cebulą i pomidorem). Wszystko byłoby dobrze gdybym ja miała jakieś zdolności kulinarne, hehehhehe, no cóż moja pierwsza parantha się rozklekotała a ponoć to graniczy z cudem 🙂

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

Stwórz darmową stronę albo bloga na WordPress.com.

%d blogerów lubi to: