It’s crazy but I enjoyed it

25-09-2010-sobota

Jakoś nie mogę przyzwyczaić się do pracującej soboty…sobota…a kiedy to uporządkować swoje myśli i kiedy to chociaż zrobić pranie czy poczytać jedyną polską książkę jaką się ma w dobytku?

Dlatego marzenie od samego poranku było jak najszybciej wrócić do swoich czterech ścian i zaszyć się na chwilę w sobie. A tu jak zawsze ponoć w takich sytuacjach bywa pojawiło się zaproszenie na kolację i to urodzinową i to od Pradeepa. Nie dało rady odmówić. Jedyne co wyegzekwowałam to szybką ewakuacja z biura i godzinkę z kawą i papierosem na mojej werandzie. No i z Alexem brzdękającym na gitarze w kuchni. Alex postanowił zostać moim współlokatorem po stwierdzeniu, że przypominam mu jego matkę i że mam dobrą energię….hm, przypominanie komuś jego matki wcale nie oznacza nic pozytywnego dla nas, aczkolwiek w tym przypadku dało mi to do myślenia. Matka Alexa jest(nie wiem jak to nazwać po polsku) “przekaźnikiem energii” podczas medytacji w ashramie. Zatem skoro mu tu dobrze niech sobie pomieszkuje. Dzięki temu ja mogę z zafascynowaniem patrzeć na prymitywny sposób myślenia 23 letniego osobnika płci męskiej, rozpieszczanego Duńczyka, wychowanego w ashramach na obu kontynentach, i czuć się staro……

Więc ja na werandzie on w kuchni na dole i żadnemu z nas nie chciało się iść, i do tego burza w oddali, szaro i wiatr zimny….ehhhhh. Poszliśmy zmotywowani jedynie szalonym powrotem w nocy przez las pełen dzikiej zwierzyny. W końcu coś się będzie działo tej soboty.

I to był najlepsza decyzja!

Pradeep i jego żona Shuba mieszkają w Dak Banglo jakieś pięć km od biura Aarohi, jednak zupełnie w inną stronę niż moja lokalizacja. ( Sushila posesje jest na najwyższym punkcie, więc generalnie do pracy mi się idzie przyjemnie, za to po pracy pod niekończącą górę…)

Typowa kolacja indian style zaczyna się w okolicach godziny 21-22, do tego czasu zdążyliśmy opróżnić dwie butelki rumu no i rozśpiewać się na dobre. Prawda jest taka, że im wiele nie potrzeba, żeby śpiewać cały repertuar piosenek filmowych od 1950 roku do dnia dzisiejszego. A wieczór rozpoczęli chłopacy od piosenki na moją cześć (no tak nie wspomniałam o tym nigdy, a to pierwsze co usłyszałam w Delhi gdy się przedstawiałam do taksówkarza…Monica o my darling! …ponoć z filmu bardzo starego), zatem wieczór rozpoczęty pieśnią Monica o my darling! , którą doprowadzili mnie do łez…takiego wykonania to każdy by pozazdrościł. Zdążyłam się dowiedzieć, że kinematografia w Indiach pełniła i pełni do dziś bardzo znaczącą rolę i to nie mówię tylko o Bollywood filmach, ale o alternatywnym kinie etc. A piosenki filmowe śpiewane przez młodych i starszych stały się nieśmiertelne.

Jedzenie…jak zawsze najlepsze…a obiecałam sobie nie jeść rękoma….ale jak tu nie jeść rękoma jak każdy tak jada…

Powrót do mnie…przy świetle pełni księżyca, właściwie latarka okazała się zbyteczna. No i to niebo usiane tysiącem gwiazd………

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

Stwórz darmową stronę albo bloga na WordPress.com.

%d blogerów lubi to: