po raz drugi pożegnanie z Delhi

Hmmm, dziś w nocy wsiadam w pociąg i czmycham w moje ukochane góry. Trochę mi się stęskniło za moją werandą, za śnieżną Trishulą i za ostrym świeżym górskim powietrzem.

Wyjazd uznaję za udany. Trochę „normalnego” życia mi się przydało. Moja utęskniona filiżanka latte i vanilla ice- cream :).

Zrobiona lista postanowień, hm no tak najważniejsze nie marnować ani ułamka chwili z mojego pobytu w Himalajach:

1. Zostaję w Satoli do końca listopada

2. Na pożegnanie zamykam się na 7 dni w ashramie, trochę medytacji mi potrzeba!

3. Jadę pod granice z Nepalem z chłopakami w tym miesiącu, podejrzeć obrzęd pogrzebu i egzorcyzmy

Hm, no skoro tak napisałam tak musi być. Nie ma jak to zrobić listę podstawowych postanowień publicznie:):):):)

 

 

 

 

 

Agat dzięki za wczorajsze wsparcie i wiesz…ja to tam kocham Ciebie za ten majonez!

 

Reklamy

Agra

Pojechalam do Agry. Wlasciwie mialam obiekcje, ze skoro to jedno z najbardziej turystycznych miejsc w Indiach to bede sie czula jakos dziwnie i nie swojo. No tak spedzic troche czasu w jungle i juz czlowiek nie umie sie odnalezc w tlumie……No i musialam jechac z dr Puneet’em. Lekarze z Aarohi zorganizowali mi auto, hotel, wszystko na najwyzszym poziomie….i co…mi sie to wcale nie podobalo. Ja wole podrozowac sama z plecakiem, lapac kurz we wlosy i palic papierosa wtedy gdy mam na to ochote:)

Jednak tak, siedze w kilmatyzowanej toyocie, kierowca w turbanie dwuznacznie usmiecha sie do mnie w lusterku:)nie ma muzyki, a Puneet chce wciaz rozmawiac na powazne tematy. To jest zupelne odworcenie sytuacji od naszej szalonej jazdy na wesele z chlopakami! hehehehhe, no dobra, a co tam troche luksusu przed samotna podroza mozna sobie sprezentowac, poza tym postanowilam nie psuc sobie nastroju tylko skupic sie na tym co ja chce z tej “wycieczki” wyciagnac!

Lubie sam fakt przemieszczania sie, lubie patrzec na prawdziwe Indie, na ludzi zajetych swoimi obowiazkami, na kolorowo ubrane kobiety i biegajace na bosaka dzieciaki. Lubie ten haos na skrzyzowaniach, gdy nie wiadomo gdzie kto skreca a kazdy tylko trabi….truuuuuuaaa.

Zatrzymalismy sie przy Akbar’s Tomb w Sikandar (1605). Akbar zdolal przeniesc stolice z Agry do Sikandry (jeszcze innego miasta), zdolal zamknac w lochach swojego ojca (tego co wybudowal Taj Mahal) i ahhhh mial 3 zony, kazda innego wyznania! No tak, drogi Akbar przyszlam zobaczyc twoje miejsce spoczynku.

Czerwony piaskowiec w promieniach slonca kluje mnie w oczy, niebieskie sklepienia, sliczne. Ciekawostka jest to, ze gdy staniemy po przeciwleglych naroznikach danego sklepienia mozemy szeptac sobie na ucho. No i ta symetria, te wieze w naroznikach….

I tak..wiem, ze to moze troche dziecinne, ale hmmmm, spotkalam pierwszy raz w zyciu przepieknego wielkiego baobaba……Drogi Maly Ksiaze jak Ty zmiesciles to cudowne drzewo na swojej malej planecie?

Uciekam do Agry! Lunch po drodze w ekskluzywnej restauracji, no bo po moim zatruciu na weselu nie powinnam jadac “street food”…ahhh czuje jak zaciskaja kokon wokol mojej osoby, niedobrze mi.

No to jestem, przyjechalam tutaj po ta poszukiwana inspiracje, hmmmm ale czy ja na pewno za wiele nie oczekuje. Sama nie wiem, zaczyna mnie troche irytowac to, ze musze isc za przewodnikiem, ktory traktuje mnie jak biala malpke w zoo…jednak zaraz za brama zobaczylam go! Ah, piekny, nie mam innego okreslenia, zwyczajnie piekny budynek, idealna symetria i te detale….klaniam sie szanownemu architektowi.

Historia jest taka, ze Shan-Jahan wybudowal ten palac na czesc swojej zony- Mumtaz-Mahal, ktora jako krolowa zwano Taj Mahal. Nie moge pojac tego, jak ta kobieta mogla urodzic krolowi 14 dzieci( z czego jedynie 6 przezylo) i umrzec przy porodzie 14 pociechy. Jej nagrobek znajduje sie w camym centrum symetrycznej bryly budynku.

I oto stoje przed ponoc najwiekszym symbolem milosci. Od paru lat jest zabronione wejscie na wieze, a to z tego powodu, ze wiele nieszczesliwych kochankow przybywalo tutaj konczyc swoje zycie- wiecie aranzowane malzenstwa…taki magiczny spokoj bije z tego miejsca, ludzie leza na posadzce, patrza w niebo, dzieciaki sie wyglupiaja…moglabym spedzic wiele godzin lezac i patrzac na te biale lsniace sklepienia.

Ahhhh, ten wredny przewodnik mnie ponagla, co za sens zwiedzania jest gdy ktos ogranicza czas twojej przyjemnosci. Pierwszy i ostatni raz! Juz sie nie dam wpakowac w takie historie.

Ostatni rzut oka, telefon z Polski, hlipppp Baś..no przyjadę w końcu kiedyś do Krakowa, obecuję!

Sikandra.

Historia jest dosc smutna. Syn Shah-Jaha, zamknal ojca w lochach (pozwolil mu przez okno patrzec na budynek Taj Mahal i po jego smierci zlozyl jego cialo obok krolowej), przeniosl stolice z Agry do Sikandry. Krol Akbar mial trzy zony trzech wyznan- hindu, muslim, christian. Jednak nie udalo mu sie spłodzić syna, pewien wróżbita powiedzial mu o miejscu zwanym Sikandra, gdzie znajduje sie spiewak suffi, ktory moze przez modlitwy spelnic jego zyczenie. Zatem krol ruszyl do Sikandry i poddal sie magicznym modlom i oto po jakims czasie zona z wyznania hinduskiego urodzila mu syna. W podziece za spelnione marzenie Akbar wybudowal palac i przeniosl stolice do Sikandry. Jednak i tu pojawil sie problem z woda. Miejscowosc ta znajduje sie z dala od rzeki i jedynie 40 lat zdolano utrzymac palac.

I ah, to miejsce spodobalo mi sie najbardziej, bo ogladalam je o wschodzi slonca…6 rano, ała:), czerwony piaskowiec swiecil cudownie w blaskach promieni slonecznych.

Tylko zanim byl poranek, zanim bylo zwiedzanie, byla noc w hotelu zaraz przy palacu……z wielkim ogrodem na dziedzincu po ktorym dumnie kroczyly pawie. I wszystko byloby cudownie i idealnie i te gwiazdy i pelnia ksiezyca, gdyby nie to, ze doktor, ktory z pewnoscia moglby byc moim ojcem nagle wyznaje mi milosc…..co jest grane! Kolejna osoba! Ratunku!!!!!!!!!! Nigdy nie wiem co mam powiedziec w takich sytuacjach, to juz zwyczajnie nie mozna byc milym dla drugiego czlowieka, bo on sympatie myli z miloscia pozagrobowa……hehehhehe, a moze to przeklenstwo Duhity, ktora mi powiedziala, ze w Indiach bedzie otaczac mnie milosc:) Ah, zartuje sobie. Poki co patrzylam na tego biednego starszego czlowieka, ktory najchetniej moje 26 letnie cialo zamknal by w pudelku i nie oddal nikomu.

ehhh, koniec milego wieczoru, uciekam do swojego pokoju!!!Coraz bardziej czuje sie rozczarowana ludzmi…..

Sroda wieczor, dostalam zaproszenie na kolacje do mojego ulubionego doktora Pant’a i jego zony Gity. Powoli zaczelam traktowac ich jak rodzine. Mowia do mnie nasza mala corkaz Polski:) Mily wieczor koi moje zszargane nerwy i znow wiara w ludzi powraca.

A zapalenie pluc zwalczylismy wspolnie z domieszka antybiotykow. Zdrowa i z usmiechem na twarzy moge zasnac.

choróbsko!

24-10-2010

no tak..nie ma co się szczycić…..spędziłam pół dnia w salonie spa 🙂 a co tam czasem potrzebujemy dać prezent sobie samej!

Chora wciąż, aż mnie to wkurza, bo nie po to przyjechałam do Delhi żeby siedzieć pod pierzynką i łykać antybiotyki…..

Wieczorem poszłam na kolację do Menu, pamiętacie siostrę Puneeta. Oh, uwielbiam jej rodzinę. Poznałam dziś wszystkich, nawet grubaśnego psa, któy mógłbybyć bohaterem jakieś opowieści Jonathana Carrolla :). Póki co to moje pierwsze wyjście z łóżka….cholerna choroba!!!!!

Chociaż trzymam się planu..wtorek_tadj mahal i już:)

 

jade sobie i juz

23-10-2010

Całą noc była burza, brak prądu, dreszcze i kaszel co mnie dusi. Jednak jadę!

Zeszłam ok 8 rano do biura, Bimbla dała mi ziołową herbatę na drogę i nakarmiła ciepłym śniadaniem. Szybkie badanie przez kolejnego lekarza (znów jest health camp w Aarohi) paracetamol i jadę.

Z biura odbiera mnie auto doktora Arya. Jest to doktor z Delhi, który na kilka dni w miesiącu przyjeżdża do szpitala do pobliskiej wioski. Jedziemy autem z jego braćmi. Czuję się fatalnie, a oni jakby pierwszy raz widzieli białą kobietę:)hehehehee. Pierwsze pytania jakimi mnie zarzucili to kiedy chcę wyjść za mąż, czy nie chciałabym wyjść za mąż za któregoś z nich, czy chcę mieć dzieci, a powinnam mieć dzieci już teraz….hehhehehehe jej jak czasem ciężko mieć uśmiech dla każdego dookoła. Przecież jest się zmęczonym, chorym.

Jedziemy za Kathgadam. Parę kilometrów od miasta znajduję się rezerwat przyrody z pięknym campusem w samym środku jungle. Ze słoniami, tygrysami, tysiącem odmian ptaków…..Tam właśnie czeka na nas Dr Pant. Jak zawsze wita mnie ciepłym uśmiechem. Miejsce to należy do jednej z jego pacjentek, zaprosili nas oni dziś na lunch.  To jest z jednej strony plus bycia białym człowiekiem w Azji:)

Jej, ta kobieta jest nieziemska. Od 20 lat prowadzi kurort- 16 domków. Sama pochodzi z Bombaju, a przepowadziła się na północ za sprawą jej szalonego męża, który zakochał się w tym miejscu. Lubię spotykać takie osoby, swoje szalone idee wprowadzają w życie! No i po chwili rozmowy wyszło, że też by potrzebowała mojej pomocy przy przeprojektowaniu jednej części kompleksu. Jasne, umówiłyśmy się, że przyjadę na weekend na początku listopada. Super, znów pojeżdżę na słoniu:)

Lunch…..niebo! Tradycyjne potrawy kumaońskie. Ta kobieta jest aniołem, przypomina mi babcię ze Spirited Away 🙂 Ah te japońskie postacie są wszędzie obecne!!!

Ruszamy, przed nami ok 7 gdz jazdy. Jestem trochę otumaniona lekarstwami, ale i tak udaje mi się nadążać za tokiem rozmowy. Dr Pant jest ciekawy wszystkiego o Polsce. Najzabawniejsze wydały mi się pytania dotyczące ceremonii pogrzebowej w naszym kraju, no i jak możemy tak zużywać cenne hektary ziemi na miejsce zwane cmentarzem….:)Uwielbiam go, po drodze zatrzymujemy się na kawę….moja pierwsza latte od 1,5 miesiąca. Jupiiiiiii. Czuję, że zdrowie mi powraca, no może nie, ale samopoczucie na pewno.

Dojeżdżamy do Delhi ok 23, a tam już czeka na nas kolacja….Żona doktora, która jest bardzo piękną starszą kobietą, specjalnie przyżądziła szereg sałat i kurczaka.

Lubię ich dom, lubię ten zapach i kolory. Cała ta służba wokół, obrazy na ścianach no i postać Dr i jego żony. Wszystko to sprawia, że czuję się jak w innej epoce. I hmmm te moje jeans y to jakby nie pasują do tego całego otoczenia.

Po jakimś czasie Puneet przyjeżdża po mnie. Jeszcze tylko umawiam się z Doktorem na herbate w tym tygodniu. W końcu musimy omówić projekt domu.

Na te kilka nocy dostaję kluczę do Puneeta mieszkania. Na dachu….w pięknej dzielnicy Delhi. Patrzę na latające samoloty. Jej, cywilizacja…heheheh aż tak bardzo mi jej nie brakowało, ale do kina z chęcią jutro pójdę.

Dziś w nocy nie obyło się bez antybiotyków…..i co teraz…ja do Agry się wybieram we wtorek……..

 

decyzja!

22-10-2010

Postanowiłam. No trzeba w końcu kiedyś postanowić. Muszę wyjechać na kilka dni. W kalendarzu wielkimi literami zapisane, nie da się uciec. Niedziela 24-10 ZDECYDOWAĆ.

Zatem, żeby zdecydować muszę wyjechać na kilka dni. Obudziłam się dziś rano, zajrzałam w kalendarz i ahh nie było wyjścia. Zabookowałam bilet do Delhi. Zadzwoniłam do Puneeta, że będę w niedziele. I zaczęła się wielka zawierucha. Każdy dzwoni do każdego, ale Monika dlaczego wyjeżdżasz, wrócisz, coś się stało, nie wolno Tobie jechać samemu pociągiem…….jej, dlatego chyba lepiej nikomu nic nie mówić i wyjechać. No, tak po szeregu dziwnych, śmiesznych rozmowach z wszystkimi naokoło, cancelowaliliśmy mój bilet i zdołali mnie namówić, żebym w tę stronę jechała autem z dr Pant’em. Nie wiem czy pamiętacie. Ta fantastyczna kolacja w Delhi, z tą całą służbą, z tymi cudownymi daniami i jego żoną w przepięknym sarii. No, tak dr Pant przyjechał na kilka dni do Aarohi, w głównej mierze również dlatego, że zakupił tutaj ziemie, na której mam mu zaprojektować dom wypoczynkowy.

Mój ulubiony doktor. Prawda jest taka, że od samego początku kojarzy mi się z bohaterem Marqueza doktora Juvenala Urbino. Gdy mu o tym powiedziałam śmiał się ze mnie:). Ah, czasem spotykamy takich ludzi do których czujemy pełen respekt i sympatię. I hmmmm, jak to określić, on ma w sobie takie dostojeństwo i coś z arystokraty.

Więc tak jadę jutro do Delhi, muszę, konieczność.

Dziś rano gorączka 38st…..antyiotyki, inhalacje, oooooooooooo źle to wygląda, jednak jadę, muszę!! Tymczasem oczy kleją się przez te wszystkie medykamenty wpakowane w moje ciało….

Blog na WordPress.com.