szybki tydzien

tydzien minal kosmicznie szybko…internetu wciaz brak na moim laptopie, no coz okazuje sie, ze macbooki jeszce niedotarly na te ziemie:):):):)hehehee,,,smieje sie, niby w Delhi maja mi zainstalowac ten dziwny usb port/to tez dziwne, ze nie ma innej drogi podlaczenia do neta/. No nic….przez te kilka dni przynajmniej pracowalam jak szalona, pierwszy budynek dla szkoly pnie sie do gory, we wtorek poznalam pewnego slawnego architekta z Kopenhagi-Morgana, ktory przyjechal budowac mass- oven dla szpitala. Wyobrazcie sobie, ze nawet drzwiczki do pieca etc musimy sami projektowac, bo tego tutaj nie ma. Najwiekszy problem jest ze szklem, chyba z delhi nam dowioza w przyszlym tygodniu. Zona Morgana, ktora jest ciotka Alexa tez przyjechala i ahhhh co tu wiele mowic, poznalam szalona kobiete, ktora wita slonce nad oceanem grajac na harfie w bialej koszuli nocnej…..dopiero gdy ja zobaczylam uwierzylam w slowa Alexa:)Kosmiczna koieta, ma na imie Maya i calymi dniami siedzi na sloncu i dzierga na drutach, a jej maz potulnie slucha kazdego jej slowa. Jakims dziwnym trafem fizycznie Morgan przypomina mi Bona, naszego kochanego dziekana, jednak jako architekt jest zupelnie inny. Mialam przyjemnosc zobaczenie jego projektu kosciola w kopenhadze….bomba:) no i fajnie tak od czasu do czasu posluchac autorytatywnego glosu fachowca, do tego on wciaz nie moze uwierzyc, ze ja rzucilam wszystko i pracuje dla aarohi zamiast dziergac projekty w biurze. Z drugiej strony chyba mu sie to spodobalo skoro dostalam zaproszenie na interview do Kopenhagi, gdybym przypadkiem planowala powrot do Europy…..tylko wiecie co..ja to raczej tego nie planuje:)

Z elementow metafizycznych tego tygodnia to pare zawirowan, troche ciepla, ten oddech, bicie serca, a moze bardziej zwyczajne enjoy life 🙂 i ta poranna kawa w towarzystwie 7tysiecznikow. W nagrode za nieprzespane noce spedzone nad projektem domu dla Puneeta biore kilka dni wolnego i mykam  na wesele naszego kolegi z biura. wyjezdzamy juz za chwilke/heheh teraz to wszyscy czekaja na mnie az skoncze pisac moje wazne slowa/. zatem jedziemy do Bageshwe stamtad z rana do  Rishikash, gdzie musze koniecznie znalezc kurte w kolorze rozowym/no bo kazda panna bedzie kolorowo ubrana, wiec ja tez chce:)/. Wesele jest w Uttrahkashi, nie moge sie doczekac, tj druga czesc Uttarakhad co oznacza inne stroje, inne chaty wiejskie i inna muzyka:):):):)

sciskam i do napisania po powrocie!

 

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

Stwórz darmową stronę albo bloga na WordPress.com.

%d blogerów lubi to: