Pattaya

hmm….fakt nigdy bym tutaj nie przyjechala z wlasnej woli.

Raj dla rosyjskich i chinskich turystow…..I nie wiem skad ja mam ten problem z Ruskimi, ale jakos gdy mnie biora za Ruska odpowiadam: taaaaa zabili nam prezydenta:) /To w ramach niekonczacej sie opowiesci o naszym swp prezydencie:) /

Jedyna przyjemnosc jaka dotychczas odnalazlam to mocna kawa, czyli to czego brak w SH. Pozatym nic i nic i jeszcze raz nic. No moze oprocz przystojnych chlopakow z Izraela, ktorzy starali sie mnie poderwac na polskie: Jak sie masz:)

 

 

Bangkok

Miasto sexu, tranwestytow, narkotykow…………. najlepszego w tej czesci azji jedzenia:)

No to wyladowalam tutaj na tygodniowa podroz sluzbowa. Tak sobie mysle, ze tak mi sie spodobalo pisanie, ze chyba nie zakonczy sie na Indiach:)))) Zabawnie moze to zabrzmi, jednak czasem czytam sama swoje mysli i tak jakos czuje, ze cos waznego tutaj stworzylam.

Aczkolwiek rzad chinski troche mi utrudnia dzielenie sie moimi myslami z Wami….aaaaaa znajde sposoba na niego:)

Jakos trudno mi skupic mysli, siedze w lobby a z hotelowej restauracji dociera do mnie naprawde kiepski chinski spiew. No tak niesmiertelna karaoke.

architektura Bangkoku…trudno mi narazie cos powiedziec. Poki co „podazam” chinskimi sciezkami. Ale ale co zobaczylam pieknego to Vimanmek Mansion Museum. Przepiekny drewniany palac, z fantastycznymi detalami…..i oooo drobny akcent polski…porcelana podarowana krolowi Thailandii.

A w palacu krolewskim….sami chinczycy i ruscy…… I tak sobie mysle, po powrocie do Sh swoje kroki kieruje do fryzjera…ah, nie chce byc brana za ruskiego turyste:)))) tak jak mi zasugerowal wspomniany wczesniej francuski „oddzwierny” ze slawetnej Osho Ashram w Punee.

This slideshow requires JavaScript.

Uciekam na nocny spacer, by w koncu odkryc prawdziwe oblicze miasta:)

(Aha, zdjecia z Indii wciaz czekaja na wrzucenie do sieci, takze bez obaw niedlugo nadejdzie ich publikacja:)))))

 

 

4-1-11

Lot do Shanghai. Wracam dokladnie po 4 miesiacach.

a indie:

napewno to byla niezapomniana i jedyna w swoim rodzaju przygoda. nauczyla mnie bardzo duzo. czy znalazlam boga, jak niektorzy pytaja..hehehe, nie nei znalazlam, jednak odnalazlam siebie, o ile kiedykolwiek siebie zagubilam:) nie, raczej zaprzyjaznilam sie z soba na smierc i zycie:0heheh. No bo gdybym siebie odnalazla w 100% to na co mi reszta mojego zycia?

A z drugiej strony sobie mysle, ze inaczej chce to podsumowac! najwiekszym szczesciem jest sama podroz i najwieksza przygoda, lekcja, radoscia etc. a meta, przestaje wtedy byc istotna. To chodzi o to, zeby robic cos z wielka przyjemnoscia, z rozkosza kazdej kropelki, a to czy zloty medal, czy brazowy bedzie na koncu to w calej radosci wykonywania przestaje miec znaczenie! I tego nauczylam sie glownie dzieki mojej magicznej plazy w Tarkali!

Siedzac w samolocie czulam, ze to byla najlepsza przerwa, najlepszy „srodek przeczyszczajacy” jaki moglam sobie podarowac! No i oczywiscie bardzo wazny dla mnie. A ze mam teorie, zeby cos rozpoczac dobrze jest podziekowac za to co sie dostalo, wiec DZIEKUJE:)

Teraz z pokladem swiezej energii wracam do Shanghai.

DZIEKUJE WAM za mile towarzystwo w mojej podrozy!! I tak Kamil-Kochanie, pamietalam o Tobie podczas mojej podrozy:))

1-1-11

Jedziemy do Mumbai.

Na dworcu okazuje sie, ze moj pociag do Delhi jest opozniony o 24h. Juz mnie tutaj nic nie zadziwi. ja jestem spokojna, a jak tylko slysze ten spanikowany glos w sluchawce z Delhi to smiac mi sie chce. Bo co mozna innego zrobic.

zawkaterowalam sie w swietnym hostelu delight, dzielnica Colaba…prawie jak MlnDollars Hotel:)

AAAAAAAA, celebracja calego dnia, w prezencie dostalam w koncu caly dodatkowy dzien w Mumbai. No i wieczorem kino….wg mnie najlepsza atrakcja:)

O polnocy- tak agat, przy kawie spisalam te postanowienia noworoczne. Na kartce z ksiegi rachunkow otrzymanej od przystojnego kelnera wypisalam te 10, jak 10 przykazan, postanowien. dzieki Tobie za wszystko, wiesz, ze wspolna mobilizacja jest najzdrowsza metoda wewnetrznego postepu.

Wrocilam do pokoju ok 2 i wtedy dopiero przyszlo mi na mysl, ze moze trzeba jakos zorganizowac droge do Delhi.

Portier, mily chlopak z Assan, i ja i spiacy Mumbai. idziemy w nocy do 24hagencji turystycznej zabookowac lot do Delhi. Zabawne, jest moze 3 nad ranem, miasto spi. Miasto pokazuje prawdziwe oblicze, a wlasciwie nie jest takie zabawne.

Na placach, na chodnikach ludzie pozawijani w koce spia. bezpanskie psy spia przy ich nogach. Na skrzyzowaniu grupka okolo 20 osob gotuje cos w ogromnych, naprawde ogromnych kotlach. Pytam sie mojego towarzysza o co chodzi….Wladze miasta kaza im gotowac posilki dla bezdomnych, zeby kiedy wstanie dzien nikt nie chodzil glodny……Poczulam sie zle, poczulam sie jakos jakbym nie miala prawa tego ogladac, jakby to byl obrazek miasta zdecydowanie nie przeznaczony dla turystow!

W poludnie mam lot do delhi. Bilet kupiony o godzinie 4rano w „dziwnej” agencji turystycznej.

31-12-2010

3..2…1….BUM!! SZCZESLIWEGO NOWEGO ROKU! TAKIEGO JAKIEGO SOBIE WYMARZYCIE + PELNEGO PIEKNYCH NIESPODZIANEK, KTORE SPRAWIA USMIECH NA WASZYCH TWARZACH!!!

historia na zakonczenie roku…..jem lunch w jednym z plazowych „kurortuow”. Slonce, plaza, biegajace malpy. Wlasciciel bardzo stary czlowiek, zabija mnie pierwszym pytaniem: Z Polski…tak. Co sadzisz o Hitlerze?

……………..

Blog na WordPress.com.