…w muzeum

więc przyszło mi przez „pewien” czas mojej szanghajskiej kariery zawodowej pracować z „pewnym” niemieckim architektem.

I tu chciałam się z Wami podzielić jego „dziełem”, które wyniosło Go na piedestał szanghajskiego projektowania wystaw muzealnych. Ale zakręciłam….:)

Projektu nie opisze tylko odeślę Was do stronki-  http://en.shmog.org/index.php za to napiszę jakie mam odczucia po wizycie.

Również byłam mega mega zauroczona tym co zobaczyłam w gazetach, na stronie internetowej etc. a gdy pewnego dnia szef nas zabrał na ogląd…..to hmmmm trochę się rozczarowałam. Nie powiem, są elementy, które wzbudzają zachwyt, jak „kalejdoskopowa brama”, czy „box butelkowy”, ekspresyjne animacje. Jednak ostatecznie muzeum jest bardzo małe zaledwie 3,500 sqm, idziemy idziemy i nagle koniec, a tu się czekało na WOW…..no i gdzie ono jest….

Projekt bardzo fajny i pomysłowy, ale wykonanie….chińskie (tego nie unikniemy w Chinach:).

This slideshow requires JavaScript.

Hm, tak sobie myślę, że w architekturze jak w show business nie publikuje się zdjęć bez obróbek w photoshop 🙂 

shanghai tower

This slideshow requires JavaScript.

rekiny

i tu mnie Chińczycy zaskoczyli.

Wracałam z kina…o dziwo film Kieślowskiego i o dziwo sala pełna naszych azjatyckich przyjaciół. Polaków brak…..No więc wracając po wartościowym nakarmieniu swojego ducha ruszyłam spacerem po NanjingDong Lu(czyli jednym z tych najtłoczniejszych, zabierających energię miejsc szanghajskich).

i tu mnie Chińczycy zaskoczyli: rekiny w oknie wystawowym jednego z shopping mall…….Mamy je już w lubianym klubie M1NT, a teraz mamy je na deptaku w centrm miasta. Czego się nie robi, żeby przyciągnąć klientele.

Moja reflekcja w tym temacie,….czyżby rekiny wygryzły ospałą pandę i stały się symbolem drapieżnego kapitalizmu jaki ma obecnie miejsce w Chinach….

powracam z dawką kolorowych witamin!

tak, trochę czasu minęło od ostatniej mojej wizyty tutaj…..

także,żeby powrócić w kolorowym zdrowym stylu, zapraszam na wietnamski lunch, na który miałam tak wielką ochotę po basenie.

Jest taka mała restauracja w Shanghaju, wietnamska, ale trochę francuska…. Rok temu mieszkałam po drugiej stronie ulicy, także byłam częstym gościem na mocną wietnamską kawę!!! Fajnie mieć takie swoje tajemne miejsca, w których można się schować z książką przed deszczem.

więc było dziś..zdrowo, lekko i wakacyjnie:)

Sałatka z pomelo, avocado, pomidory, trochę mięty a na to wszystko grillowana krewetka:) ulllaaa la, teraz tajfunowa pogoda nie jest mi straszna!

Stwórz darmową stronę albo bloga na WordPress.com.