wietnamskie koszyki

Liście świeżej mięty i bazyli, mój specjał kolorowa sałata: czerwona kapusta, ananas, fasolka szparagowa wszystko lekko podgotowane i najlepsza NAJLEPSZA kawa pod słońcem azjatyckim. To czym dla mnie jest kulinarna strona Wietnamu. Co prawda minęły dwa lata od mojej podróży do krainy zminiaturyzownych człowieczków, jednak szczyptę tego magicznego smaku mogę znaleźć wśród Sh uliczek i to jest jedno z tych miejsc!

This slideshow requires JavaScript.

Co najbardziej lubię to to, że czujesz się jak po drugiej stronie ekranu. Siedząc przy stole barowym wzdłuż okna wystawowego śmiało można podglądać akcje jaka toczy się na ulicy:) i nie świadomych mojego OKA przechodniów. Fajnie tak.

Tym razem dla uczczenia małego-wielkiego sukcesu pochłonełam świeża sałate a kelnerka usilnie chciała się nauczyć jak się mówi po angielsku: „to wash hands”. Szło jej całkiem nieźle!

A projekt wnętrza jest stonowany, przejżysty. Drewno i wiklina nadają ekologiczny styl restauracji. No i nigdy nie nudzace się polaroidy :)))

 

 

 

 

trochę sztuki

This slideshow requires JavaScript.

akcent Korei w Sh

This slideshow requires JavaScript.

japońskie „conieco”

Tak sobie pomyślałam, że czas zwierzyć się z czegoś osobistego…..uzależnienia…..hm, każdy z nas jest od czegoś uzależniony. Od pracy, od narzekania, od koloru niebieskiego, od zapominania, od papierosów, od kawy, od czekolady, od komputera, od gier, od Dextera, od podróżowania, od spania…..eh inna osoba inne uzależnienie. I to, żeby mieć tylko jedno uzależnienie…..phi, a ja w dodatku należę do tych co jak już się uzależnią to wcale nie chcą się odzależnić tylko przyjaźnią się z tym uzależnieniem.

Do rzeczy! Zdradzę się z jednego (:) dość poważnego uzależnienia jakie nabyłam chyba już pierwszego tygodnia bycia w Chinach. A o dziwo przedmiot uzależniający wcale nie jest natury chińskiej lecz japońskiej……cukierki UHA………….OMG-ah, dasz mi to cudo i cała jestem twoja!!!!!!!!!!

Skalę swojego uzależnienia zrozumiałam pakując rzeczy ostatniego dnia w pracy, gdy okazało się, że moją szafkę wypełniają jedynie puste kartoniki po moich japońskich przyjacielach, z których ze spokojem mogłabym zbudować makietę SH Tower w skali 1:100……a żeby tego było mało moi chińscy i nie chińscy współpracownicy zasypali blat mojego stołu TYMI JEDYNYMI cukierkami 🙂 (zielonymi, ulubione zaraz po czarnych sezamowych).

This slideshow requires JavaScript.

I to opakowanie……japońskie umiłowanie do detali!

Jing’an Sculpture Park

Ponad rok temu z okien mojego mieszkania mogłam śledzić narodziny tego niezwykłego miejsca. Dziś wracam do Sculpture Park na Beijing Xi Lu, ponieważ jak wiele parków szanghajskich to tutaj można uciec od zgiełku miejskiego, znaleźć się w krainie tańczących, rozśpiewanych Chińczyków.

Park ten jest wynikiem współpracy władz dzielnicy Jing’an oraz the Purple Roof Art Galery.

Zajdziemy tutaj plac, na którym co wieczór starsi, i nietylko, Chińczycy tańczą w rytm swoich narodowych przebojów; część ogrodową usłaną kwiatami; pawilony zaprojektowane zgodnie z filozofią feng shui, trawniki, ścieżki do biegania i „chodzenia chińskiego” (już tłumaczę, Chińczycy chodzą dla zdrowia i sportu do tyłu i do przodu, wymachując rękoma w tył i w przód), miejsce memorial, miejsce kontemplacyjne .

Przestrzeń parku urozmaicają rzeźby 31 artystów z 8 różnych krai i rejonów Chin. Wystawa podejmuje trzy zasadnicze tematy: Fantazja, Pamięć i Życie. Prawdziwą gwiazdą jest Red Beacon wykonany przez znanego belgijskiego artystę Arne Quinze.

Nocą światło i woda zmieniają oblicze tego miejsca. Szum wody, odbicia drzew w stawach, pawilony z żelbetu i drewna dodają patetyzmu całej scenerii.

 

 

 

 

 

 

Z jednej strony nic fentomenalnego, z pozoru zwykły park jakich wiele, jednak gdy przejdziemy tak zwane „od początku do końca” można odczuć, że był to spacer jakich nam potrzeba mieszkając w milionowym mieście.

This slideshow requires JavaScript.

 

Blog na WordPress.com.