4-1-11

Lot do Shanghai. Wracam dokladnie po 4 miesiacach.

a indie:

napewno to byla niezapomniana i jedyna w swoim rodzaju przygoda. nauczyla mnie bardzo duzo. czy znalazlam boga, jak niektorzy pytaja..hehehe, nie nei znalazlam, jednak odnalazlam siebie, o ile kiedykolwiek siebie zagubilam:) nie, raczej zaprzyjaznilam sie z soba na smierc i zycie:0heheh. No bo gdybym siebie odnalazla w 100% to na co mi reszta mojego zycia?

A z drugiej strony sobie mysle, ze inaczej chce to podsumowac! najwiekszym szczesciem jest sama podroz i najwieksza przygoda, lekcja, radoscia etc. a meta, przestaje wtedy byc istotna. To chodzi o to, zeby robic cos z wielka przyjemnoscia, z rozkosza kazdej kropelki, a to czy zloty medal, czy brazowy bedzie na koncu to w calej radosci wykonywania przestaje miec znaczenie! I tego nauczylam sie glownie dzieki mojej magicznej plazy w Tarkali!

Siedzac w samolocie czulam, ze to byla najlepsza przerwa, najlepszy „srodek przeczyszczajacy” jaki moglam sobie podarowac! No i oczywiscie bardzo wazny dla mnie. A ze mam teorie, zeby cos rozpoczac dobrze jest podziekowac za to co sie dostalo, wiec DZIEKUJE:)

Teraz z pokladem swiezej energii wracam do Shanghai.

DZIEKUJE WAM za mile towarzystwo w mojej podrozy!! I tak Kamil-Kochanie, pamietalam o Tobie podczas mojej podrozy:))

Reklamy

1-1-11

Jedziemy do Mumbai.

Na dworcu okazuje sie, ze moj pociag do Delhi jest opozniony o 24h. Juz mnie tutaj nic nie zadziwi. ja jestem spokojna, a jak tylko slysze ten spanikowany glos w sluchawce z Delhi to smiac mi sie chce. Bo co mozna innego zrobic.

zawkaterowalam sie w swietnym hostelu delight, dzielnica Colaba…prawie jak MlnDollars Hotel:)

AAAAAAAA, celebracja calego dnia, w prezencie dostalam w koncu caly dodatkowy dzien w Mumbai. No i wieczorem kino….wg mnie najlepsza atrakcja:)

O polnocy- tak agat, przy kawie spisalam te postanowienia noworoczne. Na kartce z ksiegi rachunkow otrzymanej od przystojnego kelnera wypisalam te 10, jak 10 przykazan, postanowien. dzieki Tobie za wszystko, wiesz, ze wspolna mobilizacja jest najzdrowsza metoda wewnetrznego postepu.

Wrocilam do pokoju ok 2 i wtedy dopiero przyszlo mi na mysl, ze moze trzeba jakos zorganizowac droge do Delhi.

Portier, mily chlopak z Assan, i ja i spiacy Mumbai. idziemy w nocy do 24hagencji turystycznej zabookowac lot do Delhi. Zabawne, jest moze 3 nad ranem, miasto spi. Miasto pokazuje prawdziwe oblicze, a wlasciwie nie jest takie zabawne.

Na placach, na chodnikach ludzie pozawijani w koce spia. bezpanskie psy spia przy ich nogach. Na skrzyzowaniu grupka okolo 20 osob gotuje cos w ogromnych, naprawde ogromnych kotlach. Pytam sie mojego towarzysza o co chodzi….Wladze miasta kaza im gotowac posilki dla bezdomnych, zeby kiedy wstanie dzien nikt nie chodzil glodny……Poczulam sie zle, poczulam sie jakos jakbym nie miala prawa tego ogladac, jakby to byl obrazek miasta zdecydowanie nie przeznaczony dla turystow!

W poludnie mam lot do delhi. Bilet kupiony o godzinie 4rano w „dziwnej” agencji turystycznej.

31-12-2010

3..2…1….BUM!! SZCZESLIWEGO NOWEGO ROKU! TAKIEGO JAKIEGO SOBIE WYMARZYCIE + PELNEGO PIEKNYCH NIESPODZIANEK, KTORE SPRAWIA USMIECH NA WASZYCH TWARZACH!!!

historia na zakonczenie roku…..jem lunch w jednym z plazowych „kurortuow”. Slonce, plaza, biegajace malpy. Wlasciciel bardzo stary czlowiek, zabija mnie pierwszym pytaniem: Z Polski…tak. Co sadzisz o Hitlerze?

……………..

29-12-2010

W malwan na srodku morza stoi murowany fort. Rzekomo ku obronie przeciwko Portugalczykom.

szczerze…nic interesujacego, a moja osoba stala sie najwieksza atrakcja dla lokalnych turystow…..

Telefon on ayeja, no to gdzie sie spotykamy?

Biore autobus do Dipoli. 23 jestem na miejscu.

Pijac kawe czekam na niego w „dziwnej” kawiarnii. Juz tlumacze: ja moja kawa i papieros, 7 kelnerow naprzeciwko mnie stoi i patrzy patrzy. Przelykam powoli kawe pod wzrokowa eskorta 14 brazawych oczu…

Ajey, gdze jestes!!!!!

28-12-2010

Tarkali ciag dalszy….
8rano plyne lodzia ogladac delfiny,,,,fantastyczne. Na lodce oprocz hindusow siada obok mnie Holenderka-malarka. Szalona kobieta, kora podrozuje samemu. Niesamowite uczucie spotykac barwne postacie w swiecie:)
Popoludnie znow na rowerze. te okolice nazywaja ponoc indian’s haiti. Cos w tym jest. te magiczne chaty, promienie slonca grajace pomiedzy liscmi palm, robinson crusoe na drzewie szczerzy do mnie zeby…
I znow mysle o moim zyciu. Jakie to wszystko jest magicznie poukladane. jakby hronologia naszych przezyc uklada sie w sensowna historie gdy patrzymy z perspektywy czasu. nawet smutki prowadza do szczescia, cierpiac, a moze taplajac sie w naszych „cierpieniach”-bardziej chyba wymyslonych przez nas samych, nie zdajemy sobie sprawy, ze za rogiem z tego wszystkiego powstanie cos niesamowitego! Cos najpiekniejszego!

Blog na WordPress.com.