uliczne historie z HK

…tak się składa, że HKG zawsze był i będzie najszybszą ucieczką do cywilizacji z SH-ajskiej dziczy:) A może zwyczajnie miejsce to jest magiczne dla mnie, bo tutaj nie mieszkam, nie pracuje, nie żyję. Tylko przyjeżdżam tak odpocząć, pójść do muzeum, pooddychać kulturalnym powietrzem etc.

Tym razem zamiast biegać od muzeum do muzeum jak w maju,

podeszłam bardziej leniwie i spędziłam tydzień na kawach, lunczach i spacerach ze znajomymi. a trzeba było każdego „odhaczyc” 🙂

Pokaz slajdów wymaga JavaScript.

 

 

W drodze powrotnej udało mi się spotkać z Aj na lotnisku. On w drodze z Tokyo do Mumbai, mając międzylądowanie w HK, a ja w drodze powrotnej do SH. świat znów się nam kurczy!

 

 

 

Z architektonicznych ciekawostek odkryłam dzielnicę Sai Ying Pun. A to za sprawą Oscara( z podróży po Taiwanie), pracuje on dla działu ochrony zabytków w HK.

Niestety większa część tej dzielnicy przeznaczona jest do wyburzenia, aby na miejsce 4-5piętrowych budynków mieszkalnych z początku XIXw  mogły powstać nowoczesne wysokościowce. Niestety tutaj każdy cmkw jest na wagę złota.

Na końcu tajfun (8st) i święto komunistyczne i wracam do domu.

Reklamy

wietnamskie koszyki

Liście świeżej mięty i bazyli, mój specjał kolorowa sałata: czerwona kapusta, ananas, fasolka szparagowa wszystko lekko podgotowane i najlepsza NAJLEPSZA kawa pod słońcem azjatyckim. To czym dla mnie jest kulinarna strona Wietnamu. Co prawda minęły dwa lata od mojej podróży do krainy zminiaturyzownych człowieczków, jednak szczyptę tego magicznego smaku mogę znaleźć wśród Sh uliczek i to jest jedno z tych miejsc!

Pokaz slajdów wymaga JavaScript.

Co najbardziej lubię to to, że czujesz się jak po drugiej stronie ekranu. Siedząc przy stole barowym wzdłuż okna wystawowego śmiało można podglądać akcje jaka toczy się na ulicy:) i nie świadomych mojego OKA przechodniów. Fajnie tak.

Tym razem dla uczczenia małego-wielkiego sukcesu pochłonełam świeża sałate a kelnerka usilnie chciała się nauczyć jak się mówi po angielsku: „to wash hands”. Szło jej całkiem nieźle!

A projekt wnętrza jest stonowany, przejżysty. Drewno i wiklina nadają ekologiczny styl restauracji. No i nigdy nie nudzace się polaroidy :)))

 

 

 

 

trochę sztuki

Pokaz slajdów wymaga JavaScript.

akcent Korei w Sh

Pokaz slajdów wymaga JavaScript.

japońskie „conieco”

Tak sobie pomyślałam, że czas zwierzyć się z czegoś osobistego…..uzależnienia…..hm, każdy z nas jest od czegoś uzależniony. Od pracy, od narzekania, od koloru niebieskiego, od zapominania, od papierosów, od kawy, od czekolady, od komputera, od gier, od Dextera, od podróżowania, od spania…..eh inna osoba inne uzależnienie. I to, żeby mieć tylko jedno uzależnienie…..phi, a ja w dodatku należę do tych co jak już się uzależnią to wcale nie chcą się odzależnić tylko przyjaźnią się z tym uzależnieniem.

Do rzeczy! Zdradzę się z jednego (:) dość poważnego uzależnienia jakie nabyłam chyba już pierwszego tygodnia bycia w Chinach. A o dziwo przedmiot uzależniający wcale nie jest natury chińskiej lecz japońskiej……cukierki UHA………….OMG-ah, dasz mi to cudo i cała jestem twoja!!!!!!!!!!

Skalę swojego uzależnienia zrozumiałam pakując rzeczy ostatniego dnia w pracy, gdy okazało się, że moją szafkę wypełniają jedynie puste kartoniki po moich japońskich przyjacielach, z których ze spokojem mogłabym zbudować makietę SH Tower w skali 1:100……a żeby tego było mało moi chińscy i nie chińscy współpracownicy zasypali blat mojego stołu TYMI JEDYNYMI cukierkami 🙂 (zielonymi, ulubione zaraz po czarnych sezamowych).

Pokaz slajdów wymaga JavaScript.

I to opakowanie……japońskie umiłowanie do detali!

Blog na WordPress.com.